#1 autoterapia | Ojciec.
Nie wątpię, że przyczyną mojego dzisiejszego "zdziczenia" jest obserwowanie i podświadome branie przykładu z ojca, ale też odbicie lustrzane tego jakie miał podejście do mnie i na pewno też duży wpływ miało to, że kiedy z nim zamieszkałam, przechodziłam okres dojrzewania.
Już kiedy przyjeżdżałam do ojca tylko i wyłącznie na weekendy, dość często bardzo ciężko było mi się zaadaptować przez to, że każdy musiał być taki za jaki ojciec uważał "normalny" i się pod to dostosować. Tak tym manipulował, że moje siostry również się takie stały. I wiem, że ja też...
W każdym razie. Miałam 8-9 lat. Pamiętam jak przyjechałam z książką Ewy Foley - czyli medytacje, aforyzmy i tym podobne rzeczy, które podłapałam od mojej mamy. Od strony ojca - uważane za dziwactwo, za wstyd, za bycie psycholem.
Mając 8 lat, podkreślałam różne cytaty zakreślaczem, chociaż na tamten moment zapewne sama ich zbytnio nie rozumiałam, ale podobało mi się to jak moja mama to robi. Zresztą, tak jak i mama, prowadziłam różne zeszyty marzeń.
Przyjechałam na któryś z weekendów do Tarnowa z tą książką do poczytania. Rozalka ją natychmiast wychwyciła. Natychmiast było "co ty czytasz?". Wyrwała mi książkę i zaczęła chodzić po całym mieszkaniu ze śmiechem, czytając domownikom zakreślone przeze mnie cytaty, coraz mocniej z każdym mnie upokarzając. Ojciec się śmiał, ona się śmiała,
a ja zagubiona, nie wiedziałam co takiego złego zrobiłam. Jednak książkę porzuciłam i już do niej nie wróciłam.
***
Ojciec był dla mnie w jakiś sposób dość dużym autorytetem. Wydawał mi się bardzo mądry. Mając dopiero 19 lat, czyli rok po wyprowadzce od niego zaczęłam sobie uświadamiać, że wcale mądry nie był, miał tylko i wyłącznie mądry ton głosu, a większość "tez" głoszonych przez niego była tzw "januszowa".
Lubiłam z nim rozmawiać. W trakcie rozmowy przybierał ton głosu mędrca, a kiedy ktoś się z nim zgadzał bądź liczył się z jego opinią, bardzo się angażował w rozmowę.
Pewnie dlatego tak często mój umysł przeżywał "szok termiczny", kiedy tutaj ojciec tak mądrze się wysławia i całą uwagę poświęca swojemu rozmówcy, a później ... a później go nie ma, albo robi rzeczy odwrotne do mądrego tonu głosu.
Generalnie z ojcem było tak, że muzyka jaką on uważał za dobrą dla każdego musiała być dobra. Filmy, które on uważał za dobre, wszyscy musieli uważać za dobre, a jeżeli ktoś uważał jakkolwiek inaczej - nie znał się. W sumie to był debilem, a nie się nie znał..
Np. muzykę typu rap podpinał pod "małpy w czapkach i dresach, które tylko wymachują łapami". Dlatego pamiętam, że słuchając tego typu muzyki w wieku 13-14 lat, strasznie się z nią ukrywałam przed nim.
Choć nie słuchałam "małp w czapkach i dresach...", tylko m.in "Hipotermii", "Spadam", "To koniec" ...
***
Mieszkałam z ojcem od początku czwartej klasy podstawówki do połowy drugiej klasy liceum. To jakieś 8 lat. 8 lat z życia. I przez te 8 lat ojciec nie mówił "kocham". Nie przytulał się. Wyprowadziłam się mając 10-11 lat i od tamtej pory, aż do wyprowadzki, nie miałam do kogo się w domu przytulić. Ani do siostry, ani do macochy, ani do ojca. Przez te 8 lat wśród domowników nie padło żadne "kocham" w moją stronę.
Od tamtego momentu byłam zdana sama na siebie i początek był ciężki. Ciągłe telefony do mamy - a potem ciągłe zjeby w domu za bycie "mięczakiem".
I tak dzień po dniu, dzień po dniu, wytwarzała się wokół mnie mała warstwa skorupy.
Nie wolno płakać, bo to oznaka słabości. Nie wolno czegoś nie wiedzieć, bo to oznaka słabości. Nie wolno się skarżyć, gdy jest źle, bo to oznaka słabości. Nie wolno potrzebować bliskości, bo to oznaka słabości.
Z każdymi kolejnymi odwiedzinami mamy coraz mniej się dawałam całować, przytulać...
***
Póki co, jedyną sytuacją, którą żywo pamiętam jeśli chodzi o to z warstwą skorupy co napisałam wcześniej, jako przykład, jest sytuacja ze skarpetkami. Wtedy jeszcze zimy były prawdziwymi zimami, po minus 30 stopni na dworze. W domu postanowili zrobić kulig na całą rodzinkę. Sąsiad ciągnął wielkie sanie i małe sanki podoczepiane z tyłu traktorem, a później siedzieliśmy gdzieś w lesie przy ognisku bardzo, bardzo długo. Pamiętam te buty na koturnie do dzisiaj. Z nimi wiąże się też inna historia. Skończyły mi się wtedy skarpetki. Nie jestem w stanie powiedzieć jak i czemu. Wcześniej mama dbała o to, żebym wszystko miała. Prała mi ubrania. Tutaj ich nagle zabrakło. Bałam się powiedzieć, że nie mam skarpetek. Bałam się wtedy, że mnie okrzyczą - chociaż co by miało być powodem krzyków, nie wiem, może to że nie umiem sobie sama ich wyprać? Nie mam pojęcia, w każdym razie się bałam, bo wiem, że niejednokrotnie te krzyki irracjonalnie się pojawiały. Jedyne co pamiętam napewno, to nie zgłosiłam braku skarpetek, bo się bałam. Więc pojechałam - bez żadnych skarpetek, włożyłam gołą stopę w mój wypełniony malutkim kożuszkiem koturn na trzydziestostopniowy mróz. Gdy o tym piszę i wracam tam wspomnieniami to aż czuję w stopach chłód. To była katorga. Straszna katorga. Próbowałam ogrzać stopy przy ogniu, ale to się na nic zdawało. To był obłęd. Wszyscy się dobrze bawili, a 11-letnia ja w środku walczyła z ogromnym bólem zamarzniętych stóp, a na zewnątrz udawała, że jest super. Po powrocie od razu napisałam do mamy, błagając ją o skarpetki. Błagałam mamę o skarpetki, nie tatę czy Iwonę, bo tych z jakiegoś powodu bałam się o cokolwiek prosić, wstydziłam się tego.
Mama zrobiła awanture, a mi się tylko oberwało. Pamiętam, że padły słowa, że mogłam poprosić, żeby mi ktoś pożyczył, ale wydawało mi się to abstrakcją. Nie wiem czemu, nie pamiętam, nie mogę sięgnąć pamięcią do żywej sytuacji, gdzie ktoś mi czegoś żałował albo potępił za proszenie, ale tak musiało być skoro znalazło się to na liście "słabości".
***
Moi rodzice rozwiedli się kiedy miałam 8 lat. Ojciec zdradził mamę z jej kuzynką. Pamiętam, że będąc malutką przyłapałam ich na całowaniu się. Mama widziała wiele, wiele gorszych rzeczy i mi o nich opowiadała, jednak nie będę o nich pisać, bo skupiamy się tu na moich traumach, przeżyciach, wspomnieniach. Co nie zmienia faktu, że to co usłyszałam, było obrzydliwe, ale usłyszałam to mając już 18 lat.
Kiedy miałam 7-8 lat, ojciec spotykał się z trzema kobietami na raz. Zdzichą, Agnieszką i Iwoną. Zdzichą nazywaliśmy Grażynę, którą ojciec nazywał Martyną, więc już sama nie wiem jakie było w końcu jej prawdziwe imię (na fb ma Grażyna) razem z siostrami. Z nią był jak jeszcze Rozalka chodziła do szkoły, tata mieszkał na kosmonautów w Głogowie, a ja chyba nawet jeszcze nie poszłam do szkoły. Pamiętam, że kiedy kupił dom w Tarnowie, to pamiętam zdjęcia kiedy ten dom był jeszcze ruderą, to że na tych zdjęciach przeplatała się Zdzicha. Ale pamiętam też, że na Kosmonautów była również Agnieszka i to było jak mieszkałam z mamą w Nowej Soli (właśnie się skapłam że z Nowej Soli też mam wiele traum, właśnie to dopisałam), bo pamiętam jak na kosmonautów jadłam kluski z jagodami i wylały mi się na ubranie i Agnieszka je jeszcze dopierała. Ale pamiętam też, że w Nowej Soli przyjaźniłam się z Mariką i jeździłyśmy nad morze z Agnieszką i ojcem, ale też na działkę Iwony. Nie rozumiałam tego za bardzo i wtedy się w sumie nawet nad tym nie zastanawiałam. Nie rozumiem nawet czemu. Pamiętam jeden, jedyny moment mojego zastanowienia - pamiętam, że przejeżdżaliśmy przez różowy most w Głogowie. I nie pamiętam, czy to zadzwoniła Iwona czy która i z którą był już umówiony. W każdym razie któraś zadzwoniła, a on jechał ze mną się spotkać z inną, ta która dzwoniła chciała się chyba spotkać, a on coś tam naściemniał, po czym jak się rozłączył zwrócił się do 8-letniej mnie ze słowami, które brzmiały mniej więcej: "szkoda, że tak wyszło, że już się umówiłem z X" czy jakoś tak. I Iwona i Agnieszka były dla mnie miłe i dobre (Iwona przynajmniej tylko w tamtym czasie). Agnieszka robiła mi paznokcie, Iwona zabierała na rower, więc zbytnio się nad tym nie zastanawiałam. Mama się ze mną nie bawiła, więc chyba po prostu bezmyślnie brałam to, czego nie dawała mi mama w tamtym czasie.
Z Agnieszką rozstał się, bo podobno udawała swoją bliźniaczą ciążę. Jak było naprawdę - nie wiem.
W każdym razie z Tarnowa potem - gdy przyjeżdżałam na weekendy z Nowej Soli, pamiętam już tylko Iwonę.
***
Spał z ogromną ilością kobiet. Spał z koleżanką mojej siostry - Andżelą, spał z "koleżanką", która do nas przyjeżdżała kiedyś i dawała mi ubrania - Kasią. Spał z kuzynką mojej mamy, spał z Irenką z Berlina, z Anetką z woodstocku i wieloma innymi kobietami, których imion już nawet nie pamiętam.
Im mniej wiesz tym lepiej śpisz... Pierwszy raz mniej więcej przemaglowałam jego messengera, gdy zobaczyłam wiadomość od matki Lisowskiej. I to był pierwszy szok i niedowierzanie. Wiadomości do matki mojej ex-przyjaciółki i to ex-przyjaciółki, która niefajnie się wobec mnie zachowała; "wylizałbym ci cipkę" i tego typu rzeczy. To był pierwszy szok, zobaczenie takiego oblicza ojca. Oblicza, które tak naprawdę znałam, ale pewnie je wypierałam. (Przypomniało mi się, jak kiedyś Iwona się wyprowadziła i zaprosił na noc ciocie monike, do dzisiaj pamiętam jak szorował chate). Nie no, nie da się opisać tego uczucia. A pod spodem wiadomości nie tylko do niej, ale do innych bab też, że mu się chce ruchać, że mu stoi, że wylizałby im cipki.
Miał strasznie przedmiotowe podejście do seksu, do uczuć kobiet. Zdradzał na prawo i lewo nie tylko mame, ale i każdą kobietę. Teraz, spotykając się z Julią, również pisze do innych bab, że by je wybzykał. Ale jej podobno to pasuje. Ją podobno to kręci.
Już kiedy przyjeżdżałam do ojca tylko i wyłącznie na weekendy, dość często bardzo ciężko było mi się zaadaptować przez to, że każdy musiał być taki za jaki ojciec uważał "normalny" i się pod to dostosować. Tak tym manipulował, że moje siostry również się takie stały. I wiem, że ja też...
W każdym razie. Miałam 8-9 lat. Pamiętam jak przyjechałam z książką Ewy Foley - czyli medytacje, aforyzmy i tym podobne rzeczy, które podłapałam od mojej mamy. Od strony ojca - uważane za dziwactwo, za wstyd, za bycie psycholem.
Mając 8 lat, podkreślałam różne cytaty zakreślaczem, chociaż na tamten moment zapewne sama ich zbytnio nie rozumiałam, ale podobało mi się to jak moja mama to robi. Zresztą, tak jak i mama, prowadziłam różne zeszyty marzeń.
Przyjechałam na któryś z weekendów do Tarnowa z tą książką do poczytania. Rozalka ją natychmiast wychwyciła. Natychmiast było "co ty czytasz?". Wyrwała mi książkę i zaczęła chodzić po całym mieszkaniu ze śmiechem, czytając domownikom zakreślone przeze mnie cytaty, coraz mocniej z każdym mnie upokarzając. Ojciec się śmiał, ona się śmiała,
a ja zagubiona, nie wiedziałam co takiego złego zrobiłam. Jednak książkę porzuciłam i już do niej nie wróciłam.
***
Ojciec był dla mnie w jakiś sposób dość dużym autorytetem. Wydawał mi się bardzo mądry. Mając dopiero 19 lat, czyli rok po wyprowadzce od niego zaczęłam sobie uświadamiać, że wcale mądry nie był, miał tylko i wyłącznie mądry ton głosu, a większość "tez" głoszonych przez niego była tzw "januszowa".
Lubiłam z nim rozmawiać. W trakcie rozmowy przybierał ton głosu mędrca, a kiedy ktoś się z nim zgadzał bądź liczył się z jego opinią, bardzo się angażował w rozmowę.
Pewnie dlatego tak często mój umysł przeżywał "szok termiczny", kiedy tutaj ojciec tak mądrze się wysławia i całą uwagę poświęca swojemu rozmówcy, a później ... a później go nie ma, albo robi rzeczy odwrotne do mądrego tonu głosu.
Generalnie z ojcem było tak, że muzyka jaką on uważał za dobrą dla każdego musiała być dobra. Filmy, które on uważał za dobre, wszyscy musieli uważać za dobre, a jeżeli ktoś uważał jakkolwiek inaczej - nie znał się. W sumie to był debilem, a nie się nie znał..
Np. muzykę typu rap podpinał pod "małpy w czapkach i dresach, które tylko wymachują łapami". Dlatego pamiętam, że słuchając tego typu muzyki w wieku 13-14 lat, strasznie się z nią ukrywałam przed nim.
Choć nie słuchałam "małp w czapkach i dresach...", tylko m.in "Hipotermii", "Spadam", "To koniec" ...
***
Mieszkałam z ojcem od początku czwartej klasy podstawówki do połowy drugiej klasy liceum. To jakieś 8 lat. 8 lat z życia. I przez te 8 lat ojciec nie mówił "kocham". Nie przytulał się. Wyprowadziłam się mając 10-11 lat i od tamtej pory, aż do wyprowadzki, nie miałam do kogo się w domu przytulić. Ani do siostry, ani do macochy, ani do ojca. Przez te 8 lat wśród domowników nie padło żadne "kocham" w moją stronę.
Od tamtego momentu byłam zdana sama na siebie i początek był ciężki. Ciągłe telefony do mamy - a potem ciągłe zjeby w domu za bycie "mięczakiem".
I tak dzień po dniu, dzień po dniu, wytwarzała się wokół mnie mała warstwa skorupy.
Nie wolno płakać, bo to oznaka słabości. Nie wolno czegoś nie wiedzieć, bo to oznaka słabości. Nie wolno się skarżyć, gdy jest źle, bo to oznaka słabości. Nie wolno potrzebować bliskości, bo to oznaka słabości.
Z każdymi kolejnymi odwiedzinami mamy coraz mniej się dawałam całować, przytulać...
***
Póki co, jedyną sytuacją, którą żywo pamiętam jeśli chodzi o to z warstwą skorupy co napisałam wcześniej, jako przykład, jest sytuacja ze skarpetkami. Wtedy jeszcze zimy były prawdziwymi zimami, po minus 30 stopni na dworze. W domu postanowili zrobić kulig na całą rodzinkę. Sąsiad ciągnął wielkie sanie i małe sanki podoczepiane z tyłu traktorem, a później siedzieliśmy gdzieś w lesie przy ognisku bardzo, bardzo długo. Pamiętam te buty na koturnie do dzisiaj. Z nimi wiąże się też inna historia. Skończyły mi się wtedy skarpetki. Nie jestem w stanie powiedzieć jak i czemu. Wcześniej mama dbała o to, żebym wszystko miała. Prała mi ubrania. Tutaj ich nagle zabrakło. Bałam się powiedzieć, że nie mam skarpetek. Bałam się wtedy, że mnie okrzyczą - chociaż co by miało być powodem krzyków, nie wiem, może to że nie umiem sobie sama ich wyprać? Nie mam pojęcia, w każdym razie się bałam, bo wiem, że niejednokrotnie te krzyki irracjonalnie się pojawiały. Jedyne co pamiętam napewno, to nie zgłosiłam braku skarpetek, bo się bałam. Więc pojechałam - bez żadnych skarpetek, włożyłam gołą stopę w mój wypełniony malutkim kożuszkiem koturn na trzydziestostopniowy mróz. Gdy o tym piszę i wracam tam wspomnieniami to aż czuję w stopach chłód. To była katorga. Straszna katorga. Próbowałam ogrzać stopy przy ogniu, ale to się na nic zdawało. To był obłęd. Wszyscy się dobrze bawili, a 11-letnia ja w środku walczyła z ogromnym bólem zamarzniętych stóp, a na zewnątrz udawała, że jest super. Po powrocie od razu napisałam do mamy, błagając ją o skarpetki. Błagałam mamę o skarpetki, nie tatę czy Iwonę, bo tych z jakiegoś powodu bałam się o cokolwiek prosić, wstydziłam się tego.
Mama zrobiła awanture, a mi się tylko oberwało. Pamiętam, że padły słowa, że mogłam poprosić, żeby mi ktoś pożyczył, ale wydawało mi się to abstrakcją. Nie wiem czemu, nie pamiętam, nie mogę sięgnąć pamięcią do żywej sytuacji, gdzie ktoś mi czegoś żałował albo potępił za proszenie, ale tak musiało być skoro znalazło się to na liście "słabości".
***
Moi rodzice rozwiedli się kiedy miałam 8 lat. Ojciec zdradził mamę z jej kuzynką. Pamiętam, że będąc malutką przyłapałam ich na całowaniu się. Mama widziała wiele, wiele gorszych rzeczy i mi o nich opowiadała, jednak nie będę o nich pisać, bo skupiamy się tu na moich traumach, przeżyciach, wspomnieniach. Co nie zmienia faktu, że to co usłyszałam, było obrzydliwe, ale usłyszałam to mając już 18 lat.
Kiedy miałam 7-8 lat, ojciec spotykał się z trzema kobietami na raz. Zdzichą, Agnieszką i Iwoną. Zdzichą nazywaliśmy Grażynę, którą ojciec nazywał Martyną, więc już sama nie wiem jakie było w końcu jej prawdziwe imię (na fb ma Grażyna) razem z siostrami. Z nią był jak jeszcze Rozalka chodziła do szkoły, tata mieszkał na kosmonautów w Głogowie, a ja chyba nawet jeszcze nie poszłam do szkoły. Pamiętam, że kiedy kupił dom w Tarnowie, to pamiętam zdjęcia kiedy ten dom był jeszcze ruderą, to że na tych zdjęciach przeplatała się Zdzicha. Ale pamiętam też, że na Kosmonautów była również Agnieszka i to było jak mieszkałam z mamą w Nowej Soli (właśnie się skapłam że z Nowej Soli też mam wiele traum, właśnie to dopisałam), bo pamiętam jak na kosmonautów jadłam kluski z jagodami i wylały mi się na ubranie i Agnieszka je jeszcze dopierała. Ale pamiętam też, że w Nowej Soli przyjaźniłam się z Mariką i jeździłyśmy nad morze z Agnieszką i ojcem, ale też na działkę Iwony. Nie rozumiałam tego za bardzo i wtedy się w sumie nawet nad tym nie zastanawiałam. Nie rozumiem nawet czemu. Pamiętam jeden, jedyny moment mojego zastanowienia - pamiętam, że przejeżdżaliśmy przez różowy most w Głogowie. I nie pamiętam, czy to zadzwoniła Iwona czy która i z którą był już umówiony. W każdym razie któraś zadzwoniła, a on jechał ze mną się spotkać z inną, ta która dzwoniła chciała się chyba spotkać, a on coś tam naściemniał, po czym jak się rozłączył zwrócił się do 8-letniej mnie ze słowami, które brzmiały mniej więcej: "szkoda, że tak wyszło, że już się umówiłem z X" czy jakoś tak. I Iwona i Agnieszka były dla mnie miłe i dobre (Iwona przynajmniej tylko w tamtym czasie). Agnieszka robiła mi paznokcie, Iwona zabierała na rower, więc zbytnio się nad tym nie zastanawiałam. Mama się ze mną nie bawiła, więc chyba po prostu bezmyślnie brałam to, czego nie dawała mi mama w tamtym czasie.
Z Agnieszką rozstał się, bo podobno udawała swoją bliźniaczą ciążę. Jak było naprawdę - nie wiem.
W każdym razie z Tarnowa potem - gdy przyjeżdżałam na weekendy z Nowej Soli, pamiętam już tylko Iwonę.
***
Spał z ogromną ilością kobiet. Spał z koleżanką mojej siostry - Andżelą, spał z "koleżanką", która do nas przyjeżdżała kiedyś i dawała mi ubrania - Kasią. Spał z kuzynką mojej mamy, spał z Irenką z Berlina, z Anetką z woodstocku i wieloma innymi kobietami, których imion już nawet nie pamiętam.
Im mniej wiesz tym lepiej śpisz... Pierwszy raz mniej więcej przemaglowałam jego messengera, gdy zobaczyłam wiadomość od matki Lisowskiej. I to był pierwszy szok i niedowierzanie. Wiadomości do matki mojej ex-przyjaciółki i to ex-przyjaciółki, która niefajnie się wobec mnie zachowała; "wylizałbym ci cipkę" i tego typu rzeczy. To był pierwszy szok, zobaczenie takiego oblicza ojca. Oblicza, które tak naprawdę znałam, ale pewnie je wypierałam. (Przypomniało mi się, jak kiedyś Iwona się wyprowadziła i zaprosił na noc ciocie monike, do dzisiaj pamiętam jak szorował chate). Nie no, nie da się opisać tego uczucia. A pod spodem wiadomości nie tylko do niej, ale do innych bab też, że mu się chce ruchać, że mu stoi, że wylizałby im cipki.
Miał strasznie przedmiotowe podejście do seksu, do uczuć kobiet. Zdradzał na prawo i lewo nie tylko mame, ale i każdą kobietę. Teraz, spotykając się z Julią, również pisze do innych bab, że by je wybzykał. Ale jej podobno to pasuje. Ją podobno to kręci.
Komentarze
Prześlij komentarz