carpe diem

nie wiem, kiedy się tak wycofałam

i co sprawiło, że tak upadłam i znowu zamknęłam się w sobie, będąc już tak wysoko

myślałam, że jestem już niezniszczalna
że po wyjściu z takiego bagna z tak ogromnej depresji nic już nie jest w stanie mnie zmiażdżyć

i tak było

wtedy byłam najaktywniejsza
najwięcej działałam

czerpałam z życia
garściami


.

potem przyszła nowa szkoła, liceum
nie wiem co się stało

teraz oczywiście jest dobrze, a przynajmniej w miarę stabilnie
depresji nie mam, to pewne

ale też nie jestem na wyżynach
tak jak wtedy

a wręcz czuję jakbym się cofała

może ja umieram?
nie chce umierać, nie w taki sposób

chcę znowu poczuć się tak jak wtedy
poczuć, że mogę wszystko
i cały świat należy do mnie
a ja mogę go zdobyć
i go zdobywałam

tak pewna siebie jak wtedy nigdy nie byłam

tutaj byłam tak silną i niezależną kobietą jaką próbuję być teraz
próbuję, ale nie jestem
to tylko próby i warstwa skorupy
a wtedy byłam

jednego dnia uznałam, że chce mieć dwukolorowe włosy - na drugi dzień w takich chodziłam

wtedy dosłownie srałam na opinie innych ludzi i żyłam całkowicie swoim życiem, a nie tylko mówiłam, że sram na ich opinie

w małym miasteczku, gdzie każdy na każdego bykiem patrzy - przyszłam w piżamie do szkoły
i nic mnie nie obchodziło.

wyleczyłam się z ciężkiej depresji, pierwszy raz od dawna zaczęłam oddychać, zaczęłam żyć,

nic nie mogło mnie zatrzymać

i w tamtej chwili, z perspektywy tego, przez co przeszłam, krzywe spojrzenie na mnie, bo mam dwukolorowe włosy, bo przyszłam do szkoły w piżamie, bo wyrażam siebie przez chodzenie w glanach, bo realizuje się w tym w czym czuje się najlepiej i piszę (wtedy bloga)
to było dla mnie nic

gdzieś się zagubiła ta beztroska dziewczynka, która w sobie znalazłam po tym wszystkim
ta, która potrafiła się cieszyć ze wszystkiego
ta, którą ciągle pytali czy chodzi jakaś nafazowana, bo to aż nieludzkie, żeby człowiek mógł być aż tak szczęśliwy

naprawdę, czuję się tak, jakbym umierała
umierała w myślach
i nie potrafie tego procesu myślowego zatrzymać

niby chcę pisać
ale nie potrafie
i boje się z tym wyjść do ludzi

niby chcę tworzyć
i aż mnie rozpiera
żeby tworzyć
ale nie wiem
nie mogę wstać

jakby ludzie tego nie chcieli
i jakoś mnie to od razu demotywuje

a przecież nie raz sobie udowodniłam, że potrafie ludzi do siebie przyciągnąć
że naprawdę to co gadam, tworze czy przekazuje ma jakiś sens
i kogoś porusza

przecież zrobiłam to nawet ostatnio pisząc post w obronie jurka
coś prosto z serca

i chyba tu jest mój problem
tu diabeł tkwi w szczegółach

za każdym razem jak ludzie za mną poszli
to wszystko wyszło z serca

a ja muszę być jebaną perfekcjonistką

bo to co z serca nie zawsze jest idealne
często jest poszargane
bez ładu
i żadnego składu

zdarza się, że piszę poezje na siłe
w sensie takim, żeby coś stworzyć
ale ładnie
i wtedy przypominam sobie to co złe
i ubieram to w piękne słowa
równe wersy

ale

to nie są moje ulubione twory,
pomimo tego, że nawet ładnie napisane


ostatnio napisałam wiersz
taki mocno pod wpływem emocji

i mimo, że warsztatowo nie jest jakiś cudowny
to chyba jest jednym z takich moich
perełek chyba

bardzo mi się spodobał, naprawdę

więc chyba po prostu ja się muszę zwyczajnie jakoś przełamać
otworzyć swoje poszargane serce
nie tylko na nową miłość
ale w tworzeniu


żyć w zgodzie ze sobą
nie pokazywać jakieś wykreowanej postaci

próbować być na siłe idealna

zaczęłam wprowadzać w swoje życie ciałopozytywność
a zapomniałam, że najważniejsza jest głowa
w niej też chce prowadzić pozytywność

zaakceptować, że nie jestem idealna
nie będę
i nikt nie jest
i właśnie dzięki swojej nieidealności
jestem pięknym człowiekiem

bardzo dużo już przeszłam na tak krótkiej ścieżce

chcę znowu żyć dniem
tak jak to robiłam trzy lata temu
naprawdę żyć
a nie tylko powtarzać głucho
carpe diem

spróbuje od dzisiaj

Komentarze

Popularne posty